Fragmenty recenzji prasowych

(wybór tendencyjny)

Kto z państwa wie, że w rozpadającym się Domu Kultury działa jeden z najciekawszych zespołów eksperymentalnych - Teatr Imienia Róży Van Der Blaast?

* * *

Teatr Imienia Róży Van Der Blaast jest swoistym laboratorium formy. To bez wątpienia zespół który najlepiej wie, czego chce, kiedy podejmuje określony temat i ubiera go w starannie dobrany kostium. Widz znajdzie tu wiele inteligentnej zabawy konwencjami, ironicznego przedrzeźniania stereotypów i żonglowania pozami. Kto wytrwały i dociekliwy może z tego oddestylować gorzki osad prawdy.

* * *

Z Różą Van Der Blaast jury ma zawsze kłopot. Zawsze dojdzie między nimi a zespołem do krótkiego spięcia. Z Różą Van Der Blaast ma też kłopot recenzent. Zostanie potraktowany poważnie z całą surowością prawa.

* * *

Zabawa gestem, ekspresją ciała jest rzeczą dobrą na warsztaty teatralne, a nie jako pomysł na spektakl, jeśli zaprezentowane przez Teatr Imienia Róży Van Der Blaast formy poszukiwania zadyszki tym mianem można określić.

* * *

Teatr nie chce być oceniany na tym przeglądzie, a szkoda - "Żyć" umknie ocenom i nagrodom, które - nie wątpię - trafiłyby do zespołu. Bo ciekawy to spektakl, choć w interesujący sposób podane niebanalne teksty, zderzone z ciekawym dla oka ruchem (tańcem?) i sięgającą gdzieś do źródeł kultury/natury muzyką nie przynoszą wcale zaskakujących konstatacji. Godna podziwu jest praca, jaką zespół włożył w przygotowanie przedstawienia, synchroniczność ruchów, podobnych, a różnych przecież, bo przynależnych każdemu z aktorów.

* * *

Spontaniczność daje wiele radości, nie należy zapominać jednak, że gdy robi się spektakl, warto pomyśleć też o widzach, którzy nieświadomi, że autorzy działania pt. "Paryż" (skąd i po co ten tytuł?) nic absolutnie nie mają im do powiedzenia, usiłują doszukać się w tym jakiegoś sensu, a po niepowodzeniu zaczynają się nudzić.

* * *

Teatr działa od kilku lat w Łodzi, choć poza głównym nurtem grup amatorsko - awangardowych. Ich spektakle i prowokujące wystąpienia nie raz wzbudzały oburzenie jurorów przeglądów teatralnych.

* * *

Tytuł spektaklu ("Poeta") do tekstów i w reżyserii Dariusza Bilskiego jest przewrotny i ironiczny. Bohater - jak sam mówi - nie jest poetą. Tworzy wizerunek domorosłego filozofa, który plecie tandetne banialuki.
Tańce są charakterystyczną cechą przedsięwzięć Teatru imienia Róży Van Der Blaast. To spontaniczne, improwizowane, powtarzalne układy ruchów. Stanowią rodzaj terapii ruchowej. Służą wywołaniu u aktorów transowych stanów emocjonalnych.
Teksty stwarzają barierę, przez którą widz musi się przedzierać. Tworzą ponury obraz seksualności bohatera. Opowiadają o jego spotkaniach z kobietami, przeżyciach i wyobrażeniach erotycznych. Bilski posługując się seksem sprowadzonym do fizjologii, tworzy często przejmujący obraz człowieka samotnego, wyobcowanego, pozbawionego wiary. Bardzo podobała mi się oryginalna muzyka Macieja Stanieckiego i Dariusza Bilskiego.

* * *

Teatr Imienia Róży Van Der Blaast buduje swoje spektakle z intuicji. Dlatego każdy, kto doszukuje się w nich symbolicznych treści i oczywistych skojarzeń poczuje sie rozczarowany i zniechęcony. To, co zespół pokazuje widzom, jedni nazywają porywającą oryginalnością, a inni teatralną grafomanią. Tak jest również z najnowszym przedstawieniem "Pielgrzym" w reżyserii Dariusza Bilskiego.

* * *

Spektakl Teatru Imienia Róży Van Der Blaast to konstrukcja tworzona z prywatnych emocji aktorów. Nie odwołując się do wspólnych wszystkim symboli muszą sprawić, żeby prywatne emocje udzieliły się widzom. Po emocje te autor tekstów Dariusz Bilski sięga do podświadomości człowieka i próbuje je wyrazić tak, jakby były cielesnymi doznaniami. Tak właśnie oddają je aktorzy grający w "Pielgrzymie".

* * *

W "Cieniach" Teatru Imienia Róży Van Der Blaast człowiek okazał się zbędny. Dla mnie to przedstawienie było typowym przykładem teatru bez teatru. Aktorki nie przeszkadzały mi, co prawda, w odbiorze pięknego tekstu Dariusza Bilskiego oraz ciekawej muzyki Macieja Szelebauma i Przemysława Danowskiego. Ale w niczym mi także nie pomogły. Tekst płynął, muzyka rozbrzmiewała, a ja zamknęłam oczy i pozwoliłam unieść się myślom.

* * *

Najciekawszym i jednocześnie niezamierzonym elementem przedstawienia była mała sunia, która oglądając spektakl przeraźliwie ziewała. Jakiż to "wyrobiony" widz teatralny.

* * *

O dokonaniach Teatru imienia Róży van der Blaast, najlepiej jest mówić w kategoriach używanych w hinduizmie do określenia bardzo subtelnych zjawisk "nie to, nie tamto". Całość nie sprowadza się nigdy do połączenia wszystkich elementów. Magia całości jest nieuchwytna i nieprzekazywalna. Za to daje się głęboko odczuć. Porusza te najczulsze struny w każdym z nas. Odnajduje tą tajemną drogę do wnętrza, do tej najintymniejszej cząstki każdego. Nie bójmy się tego słowa, do duszy. Nie jest to teatr dla intelektualistów, choć jest również intelektualnie frapujący. Powoduje, że wychodzimy ze spektaklu powoli, owiani melancholią, ale i lżejsi. A może i lepsi?



E-mail: blaast@stone.pl - Napisz, aby otrzymywać informacje o spektaklach.



Oto nasz banner - możesz umieścić go na swojej stronie
Powrót do strony głównej


Strona została wykonana przez Dobrosława Bilskiego